Jak to, kurwa, jest, że są tacy ludzie, którzy biorąc bezpośredni udział w jakimś moim planie zawsze muszą go spierdolić?! Albo tak, że się w ogóle nie uda, albo, że nie da się czerpać z niego przyjemności, jeśli tak był cel. Dalej bez przeklinania. Gadasz takim idiotom, że potrzebujesz ich pomocy, i jako argument przeciw temu słyszysz „nie”. Pytasz „dlaczego” i słyszysz „bo nie”. A w dalszej kolejności zostajesz obwiniony o dziurę ozonową, Holocaust, wszystkie wrzody żołądka na świecie albo o wypadki lotnicze. Muszę się przestać z takimi zadawać, żeby nie zostać podobną życiową miernotą.
Matura. Szczerze mówiąc, spodziewałem się większego pogromu. Mówię tu o sobie. Bez ślęczenia nad książkami udało mi się wyciągnąć wcale przyzwoite wynik. Żeby nie było, na tym nie kończą się moje ambicje. Ale to już inna sprawa.
Tytuł z Witkacego.
Odnośnik
Brak komentarzy
Pozwólcie, że zacytuję Pana Sikorę, członka nieistniejącego już kabaretu „Potem”:
Mówi się, że prawdziwa sztuka obroni się sama… ale nie przede mną!
Gdyby wyrzucić z tej sentencji wszelki humor oraz dystans i potraktować ją dosłownie, to niektórzy mogliby otwarcie, bez cienia obłudy powiedzieć, że sztukę niszczą. Dla ścisłości, nie jestem żadnym wykwalifikowanym znawcą i autorytetem w tej dziedzinie. Jednak podstawy edukacji muzycznej i jakaś tam wrażliwość pozwalają mi wziąć odpowiedzialność za to co mówię. Muzyka – nota bene wg mnie najpiękniejsza ze sztuk – to nie tylko dźwięki wydobywające się z instrumentów w jakiś tam określony sposób. Jeżeli jakiś muzyk kładzie nacisk jedynie na ten aspekt, to jest rzemieślnikiem. I to nie takim, którego można porównać do jubilera kunsztownie wyrabiającego biżuterię, ale do kowala, który wali młotem o podkowę. Dlatego, kiedy w przygotowaniach do czegokolwiek muzycznego (trochę drobiazgów w tej dziedzinie już zrobiłem) słyszę tekst „nie graj tak, bo tak nie jest w nutach” to trochę chce mi się płakać i śmiać jednocześnie. Zgadzam się. Nie zawsze gram tak jak jest w nutach, ale raczej nigdy nie schodzę z tematu i nie burzę harmonii. A nuty, z którymi w takich sytuacjach miałem przyjemność się spotykać są chyba pisane dla uczestników Oaz, którzy znają dwa akordy na gitarze. Tak więc, prócz techniki w muzyce – i nie tylko –potrzebna jest jeszcze dusza. Ale ale. Nie przesadzajmy teraz w drugą stronę. Ci wszyscy pseudoartyści, którzy mówią, że TO czują i dają temu świadectwo przez lansowanie na scenie swojego szokującego i „oryginalnego” wizerunku są pożałowania godni. Ok., nietypowe zachowanie, strój, scenografia i tak dalej mogą się przydać przy tworzeniu, ale niech nie stają się istotą. Albo inny typ. Dwunastoletni sataniści bez mutacji, z większymi od siebie gitarami, „growlujący” okultystyczne teksty. Nie powiem, że lubię muzykę osadzoną w tych klimatach, ale jeśli już coś się robi, to niech to coś nie wywołuje odruchu uniesienia brwi. Dzieciaki, które popełniają coś takiego, myślę, że powinny się trochę poduczyć i spróbować swoich sił będąc kapkę starszymi. Oczywiście można powiedzieć, że Chopin zaczynał mając 4 lata. Albo o Witkacym, który od dzieciństwa do kwiatu wieku tworzył wartościowe dzieła. Niestety – jak w reklamie – cuda się zdarzają, ale nie warto na nie liczyć. I teraz przypominają mi się pierwsze lata ogniska muzycznego, kiedy słyszałem opowieści o nadgorliwych rodzicach, którzy chcąc, żeby ich dzidziuś na wzór Chopina wielkim pianistą był, wymuszali na dyrekcji złamanie zasad regulaminu i przyjęcie brzdąca. Jak się później okazywało, te genialne dzieci nie miały ani słuchu, ani poczucia rytmu, a mimo to otrzymywały świadectwa ukończenia kolejnych klas. Pewnie pomyśleliście, że strzeliłem sobie w kolano pisząc to. Otóż tam też obowiązuje sześciostopniowy system oceniania. A ja z gry na instrumencie poniżej 5 nigdy nie zszedłem.
Sorry, że tak poskakałem po wątkach.
Konkluzja. Dobry muzyk powinien cechować się wiedzą teoretyczną i praktyczną w tej dziedzinie, a ponadto musi umieć włożyć serce w to co robi. Nie wchodź więc człowieku na scenę z Bachem, kiedy możesz zostać posądzony o brak zrozumienia go. Nie pokazuj się także z improwizacją, kiedy nie znasz odpowiednich schematów i nie jesteś dość obyty.
PS: powymądrzałem się jak nigdy. Głupio mi z tym, ale musiałem. Co wy o tym myślicie?
Dziękuję
Odnośnik
Liczba komentarzy: 5
Czasem człowiek czuje pociąg do popastwienia się nad kimś. Najpraktyczniej i najwygodniej nad tym, kto w jakiś sposób mu zaszkodził. Niektórzy ulegają tej pokusie spontanicznie, pod wpływem silnych emocji, a niektórzy w sposób bardziej wyrafinowany. Ci pierwsi idą gdzieś gdzie nie ma tego, kto ich wkurzył i mówią o nim niemiłe rzeczy, nie zawsze zgodne z prawdą. Słowem, obrabiają mu dupę. Ci drudzy mordują całą jego rodzinę zostawiając go ze strachem o własne życie. No może bez przesady. W każdym razie nie zniżają się do poziomu tej drugiej strony. Co zdolniejsi napiszą przesiąkniętą aluzjami historyjkę z fikcyjnie fikcyjnymi postaciami. Inni machną na to ręką i powiedzą sobie, że mają to gdzieś. Ci najmądrzejsi natomiast będą starali się dojść przyczyn. Będą szukać ich we własnym postępowaniu. I co najważniejsze, będą umieli przyznać się do ewentualnego błędu.
Wniosek 1: Już mi się nie chce być mądrym w pewnych sprawach.
Wniosek 2: Nikomu nie mam zamiaru obrabiać dupy za plecami. Czekajcie więc na bajkę o leśnych ludkach.
Wniosek 3: Jestem zwyrodniałym gnojkiem. Ale cóż. Kapytalyzm.
Dziękuję.
Odnośnik
Brak komentarzy
Cholera! Kiedyś już pisałem o tym, że nie umiem szlifować diamentów i tym podobnych. Tu macie link – LINK. Ostatnio ten nastrój wraca. Już skubańca /ten umowny diament/ nawet mam w ręku, ale on umie mi się wyśliznąć. Jestem prawie pewien, że nie robi tego specjalnie. Tylko dlatego, że mu na to pozwalam.
Wiem, jestem biernym ignorantem, który przyjmuje wszystko z chłodnym, nierzadko irytującym spokojem. Mam wrażenie, że przylega to do mnie jak strój batmana, który skurczył się będąc wypraym ze mna w środku. Interpretujcie sobie to jak chcecie.
Z innych narzekań. Póki co, na szczęście nie bolą mnie korzonki. Jeszcze by tego brakowało… Boli mnie natomiast to, że zamiast czytać jakąś mądrą książkę, siedzę przed komputerem i wypisuję takie pierdoły.
Dobra. Teraz refleksja. Dupa…
Dobrze, że ludzkośc wymyśliła muzykę…
I dziękuję tym, którym to, że jestem uciązliwy w obcowaniu przeszkadza na tyle mało, że jeszcze się do mnie odzywają.
ua… powiało grozą, z której sam się śmieję…
Dobranoc.
Odnośnik
Liczba komentarzy: 9