- wiesz, kiedy głupią rzecz robi człowiek głupi, wybacza ją sobie.
- jesteś głupi?
- nie. A chciałbym.
- zrobiłeś coś głupiego?
- skądże. Nie coś. Zrobiłem milion głupich rzeczy.
- głupoty gadasz.
- dzięki. Powiedz mi, stary, jak to jest, że ten syf wokół niszczy nam miłość?
- to jest dyżurne zadanie syfu.
- racja. Pomyśl, że stawia ci kogoś, do kogo gadasz wierszem.
- myślę.
- pomyśl, że myślisz sobie, że ten ktoś zna się na wierszach.
- myślę.
- co ma z tego wyjść, wiesz?
- pewnie wieczór poetycki.
- tak jakby. Ale to jest cliche. Tyle, że o to właśnie chodzi. O uniwersalny banał.
- miał wyjść banał, wyszedł anal, ho ho ho.
- tak. Dupa na całej linii. Zaczynasz się starać. Później i tak się okaże, że jesteś ciota, ale starasz się. Po swojemu. Masz za sobą kurs kroju i szycia oraz kilka spotkań w klubie Anonimowych Autoadoratorów. Idziesz dać czadu.
- pewnie kupujesz kwiatka i czekasz, co się stanie.
- tak.
- pewnie słuchasz godzinami o Tańcu z Gwiazdami mając najszczersze złudzenie tego, że to lubisz.
- tak
- myśl, że jednego tu nie stać na rzeczy, a drugiego na myśli jest daleko.
- tak.
- po kilku miesiącach ślinienia się w duszy do nic nie wartych sygnałów, wychodzisz na idiotę.
- wychodzę na idiotę. Ale tylko przed sobą. Jak kogoś nie stać na myśl, to nie wymyśli, że ktoś dla niego jest idiotą.
- co gorsza, nawet jeśli to spiszesz, to i tak nie zostanie przeczytane. A jeśli nawet zostanie, to nie będzie odebrane jako do siebie.
- żadnego pożytku, żadnej wartości. A niedługo znowu.
To jest przykładowy dialog dwóch młodych mężczyzn, w wieku około dwudziestu lat, przy piwie. Owi mężczyźni zaliczają się do tak zwanych mężczyzn wrażliwych, czyli takich, co nie umieją jasno się określić. Słowem: miękkie faje. Należy im współczuć i czasem wrzucić jakieś dobre słowo do czapki.
No. A to wszystko przez Ruskich, i młodocianych złodziejaszków.