Archiwum dlamarzec, 2007

Lśniący autobus do stacji eden – tytuł kapkę zbyt odważny.

Z racji, że dawno nie pisałem i mam kilka rzeczy do opisania, zamieszczam nową notkę.

Ostatnimi czasy, świat wydaje się mieć banana na twarzy. Czy w wersji ze skórką, ułożony wzdłuż linii ust, czy bez skórki, zajmujący powierzchnię całej twarzy, wygląda pozytywnie. Żeby się odnaleźć nie trzeba daleko szukać. Parafrazując wielce mądrą sentencję: „nie sztuką odnieść sukces. Sztuką go utrzymać”, życzę sobie wytrwałości w postanowieniach samozaparciu i reszcie działań mających na celu ulepszenie mojego ego.

A jeśli już mowa o sukcesach, to pozwólcie, że się pochwalę. Otóż po około półtoratygodniowym zmaganiu się z nieugiętymi nauczycielami, wzdychającymi paniami z sekretariatu, przebranymi za sprzątaczki agentami ABW, zamkniętymi na 100 spustów pianinami i refrenami włażącymi tam gdzie nie trzeba, zespołowi (chyba mogę to już tak nazwać) w składzie Kuba, Tomek i ja, udało się, tak jakby, wygrać powiatowy etap Turnieju Poezji Śpiewanej. Żeby nie było, honory zbierał Kuba. On dostał dyplom, a my z Tomkiem tylko po książce. Na zdjęciu jednak jesteśmy wszyscy. Można nas będzie zobaczyć w jakiejś gazecie – nie wiem jakiej. Następna potyczka, już na szczeblu rejonowym, w Bielsku-Białej 14 i 15 kwietnia. Tych, którym się chce zachęcam do trzymania za nas kciuków.

poezja-038.png

Powyżej prawdopodobnie widać wszystkich tych, którzy pojada do Bielska oraz pana starostę.


Na koniec, tym, którym słowo „dziękuję” mówię ostatnio z częstotliwością większą niż dotychczas, chciałbym podziękować raz jeszcze.

Kiedyś powedziano: “jeszcze będzie przepięknie”.

Jeśli zadać Amerykaninowi pytanie o państwo na „U”, to pewnie przyjdzie mu na myśl Jugosławia albo Utopia (?). Ja mam na myśli USA. Dlaczego wszystkich ciągnie do takiej krainy debili? Dlaczego nasz cudowny rząd walczy o zniesienie wiz dla Polaków chcących tam pojechać? Może chcą nas przez to ogłupić, żeby łatwiej się nami sterowało… w jakimś stopniu może prawdopodobne. Nie wiem. Odnoszę wrażenie, że to, co nazywa się narodem amerykańskim, jest jakoś zagubione. Tu Afro-amerykanie, tam First Nations, jeszcze gdzie indziej Gates z Bushem i tak dalej. Może ci recydywiści, którzy za ocean wyjeżdżali niegdyś masowo po to, żeby zacząć życie od nowa, po prostu tam je kontynuowali? Może ci murzyni, których zwożono tam jako niewolników byli rzeczywiście tacy, jakimi ich określił Pazura w filmie „Chłopaki nie płaczą”? Znaczy się tępi… Tego też nie wiem. Wiem tyle, że to jacy ludzie mieszkają w największym mocarstwie świata ma jakiś wpływ na kształt rzeczywistości. Oni wybierają przecież takich Bushów, którzy rozwalają Irak z powodu nieistniejącej broni i którzy wykorzystując fakt, że już tam pojechali i zaczęli okupować, mimochodem przywłaszczają sobie tamtejsza ropę. Piszę to pod wpływem tego co przeczytałem TUTAJ


A z innej beczki. Czy pozytywnego nastawienia można się nauczyć? Myślę, że tak. Przynajmniej to, co teraz dzieje się u mnie pod maską wygląda jak taka nauka. Widzę u siebie co raz więcej jakiegoś takiego zrozumienia. Czegoś, co być może graniczy z empatią. No bo nie mam już nawyku wpierania komuś na siłę swoich racji. Gubią się gdzieś fobie i paranoje. Słowem, wiosna włazi przez uszy (bo tamtędy najbliżej) pod „dekel”. I niech globalne ocieplenie sprawdzi się na dłuższą metę. No a bez Aniołów Stróżów byłoby o wiele trudniej. Dzięki!