Archiwum dlakwiecień, 2007

Dekalog XXI.

1 ) Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną, chyba, że w telewizji powiedzą inaczej.
2 ) Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremno, pod warunkiem że będzie to w modzie.
3 ) Pamiętaj, abyś dzień święty święcił jeśli akurat nie jesteś na zakupach.
4 ) Czcij ojca swego i matkę swoją jeśli regularnie oddają ci pieniądze.
5 ) Nie zabijaj jeśli nie masz ochoty.
6 ) Nie cudzołóż bez zabezpieczenia.
7 ) Nie kradnij jeśli ci czegoś nie brakuje.
8 ) Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu, jeśli jest w pobliżu i może usłyszeć.
9 ) Nie pożądaj żony bliźniego swego jeśli jest brzydka.
10 ) Ani żadnej rzeczy która jego jest, chyba że uważasz, iż ma za dużo.

Tak mnie coś naszło. Ile w tym według was racji?

…ale by gonić go.

Od jakiegoś czasu baczniej przyglądam się ludziom. U jednych widzę idiotyczne zachowanie, chrzczoną błyskotliwość oraz tępą wiarę w siebie i swój światopogląd. U innych ludzkie – w dobrym tego słowa znaczeniu – postępowanie. No bo na przykład nie są ignorantami w konfrontacji z nieszczęściem. Choćby wyglądało na nieziemsko śmieszne, nie zaśmieją się. Chwała im za to. Nie za bardzo odkrywcze to co powiedziałem. Może kiedyś to rozwinę i poprę przykładami…

Ostatni weekend – znaczy 14 i 15 – kwietnia był w porządku. Powiem więcej, dawno się tak nie bawiłem. Mimo że na konkursie nie rzuciliśmy jury na kolana, to nie było i najgorzej. No bo na przykład udał nam się dialog między skrzypcami i pianinem. A tam gdzie mieszkaliśmy nie mogło być fajniej. Tutaj sympatyczne starsze panie mówią do siebie „dziewczyny” – co wydało nam się… sympatyczne. Tam gubimy klucz od pokoju. Gdzie indziej, jeden z nas – konkretnie ja – przechodzi na druga stronę ulicy nie w tym miejscu, co trzeba. Potem klucz ginie po raz piaty czy któryś tam z kolei. I tak dalej, i tak dalej… Nawet nie byliśmy tak bardzo zawistni w stosunku do snobów ze szkół muzycznych.
Widzieliście już kiedyś brzydką wiolonczelistkę, bo ja nie. Gitarzystki bywają różne, a te z wiolonczelą zawsze piękne. Wniosek: moja córka będzie wiolonczelistką. O ile będę miał córkę oczywiście.

Pierwsze koty za płoty. Za rok będzie jeszcze lepiej. W końcu nie od razu Rzym zbudowano.

I zdjęcie przedstawiające nas poniekąd w komplecie, z tym, że Kuba stoi po drugiej stronie aparatu.

Tomek i ja. za aparatem: Kuba.

Roots.

Wczoraj byłem w kościele. Nic nowego. Gdyby nie to, że są święta, moje sceptyczne nastawienie do tego co wygaduje zza ołtarza lokalne duchowieństwo, nie byłoby niczym dziwnym. Bo w święta – mam na myśli te większe – z reguły odczuwam jakiś mniejszy lub większy przypływ wiary. W czasie jednak poprzedzającym tegoroczną Wielkanoc nie byłem w stanie skojarzyć jej z niczym innym jak jedynie z lepszym w porównaniu do reszty roku żarciem. Podczas wspomnianej wyżej Mszy stojąc w tyle kościoła, oparty niechlujnie o ścianę wsłuchiwałem się w smętne zawodzenia o tym jaka to radość na nas spływa. Zastanawiałem się czy lektorzy widzą mój wyraz twarzy sugerujący im, żeby ustąpili ze swoich stanowisk i poszli zająć się czymś, do czego rzeczywiście się nadają. Żeby nie było, nie tylko mnie nie podobało się to, jak z uporem kibica Jagiellonii Białystok, próbują wepchnąć w nas dobrą treść przy użyciu nieodpowiednich środków. Potem. Zacny pan organista, kiedy ktoś przymierza się do odśpiewania psalmu responsoryjnego, zwykle podaje pierwszy dźwięk mający ustalić tonację. Problem polega jednak na tym, że nie zawsze to robi. I nie wynika to z tego, że jest roztargniony albo wierzy w umiejętności śpiewającego. Można jednak odnieść wrażenie, że ten jeden mały akord traktuje jak wyraz sympatii. Tym sposobem, dziewczyna, która ów psalm miała zaśpiewać, nie dała rady i wyszła niezła kaszana. Następnie. Pewien namiętny lektorzyna, recytował przez jakieś 15 minut litanię do wszystkich świętych. Gdyby nie to że lud musiał powtarzać „módl się za nami”, pewnie pozasypiałby w ławkach. Po co prosić każdego świętego z osobna, skoro wymyślono nazwę „wszyscy święci”? Nie trudno wyobrazić sobie irytację człowieka słyszącego błagania pod adresem jakiegoś Karola z Ugandy albo innego Leona z Wysp Zielonego Przylądka (tego drugiego zmyśliłem) wypowiadane z zaangażowaniem człowieka czytającego książkę telefoniczną. Mógłbym tak mówić w nieskończoność o tym jak to życie może tętnić domem, o drewnojadach zwanych potocznie przysłowiowymi kornikami, o poczcie sztandarowej i wielu innych chwytających za serce wypowiedziach, ale nie powiem, bo to żałosne. Teraz o procesji. Krótko. Kościół okrąża zgraja wpadających na siebie ludzi, która w słowa jakiejś pobożnej pieśni wplata „kurwa” i inne „ja pierdole” oraz dyskutuje o materiałach budowlanych.

Dobra… koniec złośliwości.

Po powrocie z kościoła i zjedzeniu kolacji, obejrzałem „Pasję”. Po raz pierwszy. Nie przypuszczałem, że mogę jeszcze poczuć takiego kopa. Zrobiło mi się zwyczajnie głupio. Ja tu sobie myślę o sobie nie wiadomo co, użalam się nad sobą, a Jezus musiał przejść przez świat wypełniony głąbami większymi od Amerykanów, którzy na dodatek go zabili. Ciekawe co i ile mi z tego zostanie.


Wszystkim, którzy utożsamiają się w jakiś sposób ze Świętami Wielkiej Nocy, życzę wszelkiej radości płynącej ze zmartwychwstania Jezusa.End.