Archiwum dlalipiec, 2007

Tu, gdzie mnie nie ma, jest…

Miałbym sobie ochotę poprzeklinać, ale czułbym się z tym głupio. Ostatnio bowiem zachodzę w głowę, jak rozgryźć schematy, którymi posługuje się moje ego. No bo z jednej strony umie dowalić między oczy bez żadnej krępacji, jest złośliwe i aroganckie na wszystkie strony. Czasem z tego powodu czuje niesmak.
Z drugiej strony jest kimś, komu dano w ręce diament do oszlifowania. Kimś, kto gdyby nie zdawał sobie sprawy z odpowiedzialności, jaka na nim ciąży oraz nie miałby świadomości ewentualnych konsekwencji złego posunięcia, pewnie spełniłby dobrze swoją powinność wykorzystując intuicję.
Niestety, im więcej o sobie wiemy, tym trudniej nam o siebie zadbać. Potrzeby przerastają możliwości. Nieswojo mi trochę wracać do pisania „na około”, ale myślę, że o pewnych rzeczach, zjawiskach, reakcjach chemicznych, publicznie nie powinno się opowiadać wprost.
Wcale nie chciałem tego pisać i psuć sobie wystroju tej zacnej strony. :)

ps: tytuł wyrwany z kontekstu piosenki ”Pamięć”  Grzegorza Turnaua.

Treser lwów.

Człowiekowi, który ma za zadanie ostemplować kilkaset kopert, wbrew pozorom, może czasem przyjść do głowy niezły pomysł. Otóż na ten przykład mnie przeszła przez głowę myśl, żeby po ewentualnym zdaniu matury, pójść poszukać szczęścia w studium muzycznym. A potem, jeśli to szczęście tam znajdę, wybrać się na akademię muzyczną. „Przeszła” to trafne słowo. No bo przeglądając wymagania przy rekrutacji, uświadomiłem sobie, że jestem zwykłym – pożal się Boże – laikiem. No, może laik to za mocne słowo. Coś tam w końcu umiem ;) To jednak kapkę za mało, żeby mnie przyjęli. Przejrzałem też kilka arkuszy maturalnych z historii muzyki. Wniosek: więcej wiem o procesach technologicznych towarzyszących produkcji domofonów…
Na przekór jednak temu, co napisałem wyżej, będę starał się nie stracić zapału do walki o papier na to, żebym kiedyś w rubryce „zawód” mógł wpisać słowo „muzyk”.
Rok jeszcze przede mną. A nuż się uda…
Dobranoc!

ps: tytuł to taka luźna aluzja do Pythonów.