Czasem człowiek czuje pociąg do popastwienia się nad kimś. Najpraktyczniej i najwygodniej nad tym, kto w jakiś sposób mu zaszkodził. Niektórzy ulegają tej pokusie spontanicznie, pod wpływem silnych emocji, a niektórzy w sposób bardziej wyrafinowany. Ci pierwsi idą gdzieś gdzie nie ma tego, kto ich wkurzył i mówią o nim niemiłe rzeczy, nie zawsze zgodne z prawdą. Słowem, obrabiają mu dupę. Ci drudzy mordują całą jego rodzinę zostawiając go ze strachem o własne życie. No może bez przesady. W każdym razie nie zniżają się do poziomu tej drugiej strony. Co zdolniejsi napiszą przesiąkniętą aluzjami historyjkę z fikcyjnie fikcyjnymi postaciami. Inni machną na to ręką i powiedzą sobie, że mają to gdzieś. Ci najmądrzejsi natomiast będą starali się dojść przyczyn. Będą szukać ich we własnym postępowaniu. I co najważniejsze, będą umieli przyznać się do ewentualnego błędu.
Wniosek 1: Już mi się nie chce być mądrym w pewnych sprawach.
Wniosek 2: Nikomu nie mam zamiaru obrabiać dupy za plecami. Czekajcie więc na bajkę o leśnych ludkach.
Wniosek 3: Jestem zwyrodniałym gnojkiem. Ale cóż. Kapytalyzm.
Dziękuję.