Archiwum dlamarzec, 2009

Świadomość

Tak sobie myślę, że źle zrobiłem rzucając studia. Ale z drugiej strony zrobiłem dobrze. Dlatego, że jestem z tych, co jak się nie przekonają na własnej skórze to i tak będą żałować. Więc od października znowu. A w międzyczasie praca. I właśnie o tym dzisiaj będzie.
Otóż zaczepiłem się z branży finansowej. Zajmuję się planowaniem i edukacją finansową. Brzmi szumnie. I właśnie w tym jest problem. Jestem w końcu dwudziestolatkiem, ze średnim wykształceniem ogólnym, który na finansach do tej pory znał się jak na gatunkach modrzewia. Czyli wiedział tyle, że coś takiego istnieje i nie gubi igieł na zimę. Kto powierzy swoje pieniądze komuś takiemu? Przypuszczam, że nikt o zdrowych zmysłach. Ale dobra, pojechałem na szkolenie. Nie mogę narzekać, było ok. Za niezbyt duże pieniądze pomieszkałem dwa dni w dobrym hotelu, skorzystałem z korzystnych cen wynegocjowanych przez firmę i poznałem kilkoro ciekawych ludzi. Ale było to szkolenie, więc coś trzeba było robić. Przynajmniej w teorii. W praktyce wyglądało to tak, że rzeczywiście dowiedziałem się kilku ważnych rzeczy, o których istnieniu nie miałem pojęcia. Oraz nauczyłem się stosować to o czym już kiedyś słyszałem. Z drugiej strony tłoczono mi do głowy ohydną PRowską papkę. Taki zabieg, jak przypuszczam, ma na celu zjednanie czy podporządkowanie sobie opinii słuchacza. Używa się do tego mnóstwa technik, których kilka, myślę, jestem w stanie rozpoznać na wyczucie. Pewnie w moim mózgu zostało sporo tego, przed czym myślę, że zdołałem się obronić. No ale trudno. Wiem, że nie wyszedłem stamtąd jako człowiek o tępym spojrzeniu powtarzający w kółko „sukces, rozwój, pieniądze, sukces, rozwój, pieniądze”. A kilkoro takich pewnie by się znalazło.
Tak więc kiedy sztuczny entuzjazm mi minął postanowiłem, jak rzeczone było, wrócić do uczenia się. Niecodzienna deklaracja jak na mnie. Ale co tam. A póki co zajmę się czymś, co na prawdę ma szansę sprawić mi przyjemność i satysfakcję. Będę jeździł samochodem. I jeszcze mi za to zapłacą, ha!

p.s. Poprzednia notka to najgorszy wpis jaki kiedykolwiek ukazał się na tych łamach. Pisany kompletnie bez chęci i czysto z nudów. Tezą, której broniłem też poszedłem po bandzie jak nigdy. Dzięki temu jednak sama się udowodniła. Największy gniot spotkał się z największym odzewem. Pierwotnie jednak nie miałem zamiaru przeprowadzania eksperymentu. Żeby była jasność nie piję do nikogo, nie umniejszam wartości niczyjej wypowiedzi. Po prostu chodzi o liczby. A na szkoleniu powiedzieli, że liczby nie kłamią. :)

To tyle.

Paradoksy bytu tu.

Ostatnio naszła mnie pewna myśl. Myśl – pytanie o następującym brzmieniu: czy ja właściwie mam własne poglądy? Czy ktokolwiek w ogóle ma własne poglądy?

Zwykle podobne bzdurne, „egzystencjalne” banały przychodzą i natychmiast uciekają, ale ten jakoś nie może wyplątać się z moich – nawet przerzedzonych – zwojów mózgowych. W ten sposób sam sobie zabiłem klina. No i usiłując myśleć, nie posiłkując się żadną merytoryczną treścią, doszedłem do następujących wniosków.
Nie mam poglądów. Nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Ale to nic, bo nie jestem w tym sam. Należę do tłumu zwykłych ludzi. Większość po prostu powiela to, co powiedzieli inni. Staliśmy się, moi mili, plasteliną, którą spece od propagandy modelują jak chcą. Jak daleko w głąb historii nie spojrzeć, tak zawsze można przekonać się, że tłum jest głupi. Ktoś powie, że tłum jest w stanie na przykład obalić znienawidzoną władzę. Otóż nie. Znienawidzoną władze obala jednostka, albo mała grupa ludzi, która tę władze chce przejąć. Tłum to tylko tanie narzędzie, które można kupić za parę ładnych słów. W tym świetle łacińska sentencja vox populi, vox dei wydaje się być idiotyzmem. Bóg jest mądry, tłum nie.
To co tu piszę nie wynika z zaniżonej samooceny czy z potrzeby bycia zapewnianym, że jednak jestem inteligentnym i nawet może mądrym trochę człowiekiem. Piszę dlatego, że zadziwia mnie niezmiernie fakt, że mimo iż każdy z nas ma rozum, to jednak nie każdy jest w stanie oddzielić propagandowej papki od tego, co wartościowe.

Tytuł zabrałem Lechowi Janerce.

To tyle. Dobranoc.