Po polanie muł hasał zuchwale
i to nie mieści się w pale
jak ów pastuszek się wkurzał
Gdy muł ów mu stadko rozkurzał.
Pastuszek wiejskim był cepem
Toteż nie rzucił oszczepem
Jedynie w swej złości nadmiarze
Rzekł „oż, ja ci mule pokażę!”
Wyjął więc z sakwy swej ciężkiej
Nie małych rozmiarów siekierkę
Popędził za mułem łapczywie
By sczesać go srodze po grzywie
Wtem z kniei zielonej ukradkiem
Wyłania się, tak!, sam George Michael
Pastuch zważywszy więc na to
Nie rugał już muła łopatą
Czym innym może, któż zgadnie?
Lecz jedno wieść niesie dosadnie.
Dobiegłszy pędem zwierzaka
Wskoczył nań, chcąc dać drapaka
Bezpiecznym był siedząc na górze
Gdyż George w pościgu prześcignął był burzę
i w momencie jednym na muła tyle
wisiał jak na motylku motylek
morał z historii płynie właśnie taki:
muła miej za kumpla, by uniknąć draki.
Kto zna mnie stąd tylko nie spodziewał się pewnie, że mogę umieć robić coś takiego. To teraz już wie. Wierszyk nie jest nowy, wcześniej kilka osób już miało okazję go przeczytać.
O poziomie artystycznym nie może być mowy, toteż uprzedzam wszystkie nadęte komentarze w stylu “gniot, dno, żenada”. To MIAŁ być gniot.
Sądzę, że mało kto wie, że samodzielne tworzenie “poezji” może dać dużo frajdy.
Dobranoc