Archive for Kwiecień, 2010

Odszczekanie

Wiecie co? Czuję się jak debil i naiwniak. Przeczytajcie poprzednią notkę, to się dowiecie dlaczego. Jest mi tak cholernie wstyd za mój kraj. Właściwie pierwszy raz w życiu wstydzę się za obcych ludzi. Do tej pory wychodziłem z założenia, ze zawsze każdy odpowiada za siebie. No i tak jest, tyle, że nie zawsze. Wszyscy jesteśmy Polakami i mamy zasrany obowiązek szanować i strzec naszych świętości. Prezydent, który zginał na służbie to jest świętość. Dlatego kiedy widzę ludzi którzy łażą po Krakowie z napisem „czy na pewno godzien królów?” w dodatku umieszczonym na czymś co przypomina pomięty papier toaletowy, to dosłownie chce mi się płakać. Trup jeszcze ciepły, a już takie rzeczy. Ci ludzie dobrze wiedzą, że tylko się przeziębią a Lech Kaczyński i tak będzie leżał na Wawelu. Widać czarno na białym tendencyjną retorykę żywcem wziętą z GW. Nawet jeśli to o królach to metafora, to wyjątkowo nie udana. No i jeszcze widać czarno na białym tą gazecianą obłudę. Daję głowę, że tam w Krakowie a szczególnie już na facebooku wypowiadają się w sporej części ludzie, którzy na co dzień mają historię „w głębokim poważaniu” i pewnie na co dzień zgodnie mówią, że to co było nie jest ważne i że liczy się tylko to co będzie. Słyszałem opinie, że to się nie godzi, żeby Lech Kaczyński spoczął w tak doborowym towarzystwie, z jakim mamy do czynienia na Wawelu. No to ja się pytam: kto jak nie on? III RP nie miała dotąd lepszego prezydenta.
Już nie piszę o tym, jak w tej sytuacji czuje się rodzina zainteresowanych. No ale czytałem gdzieś komentarz, że to Jarosław Kaczyński chce cos na tym ugrać. Litości, ludzie.
No i wreszcie się zastanawiam jak my teraz wyglądamy w oczach zagranicy. Czy to nie jest zachowanie ludzi godnych bycia określonymi „dyplomatołkami”? Według mnie jak najbardziej. Mamy oto obraz tego przez kogo w oczach świata wychodzimy na bandę durniów.
Ogólnie rzecz biorąc myślę, że Warszawa jako miejsce pochówku pierwszej pary to nie byłby zły wybór. No ale Kraków i Wawel wydaje mi się być badziej adekwatny
Przepraszam za ten chaos, ale jest późno. No i kto by nie był roztrzęsiony?

Staropryczenie

Jonasz Kofta powiedziałby o mnie dzisiaj, że nie jest po mnie, bo jednak umiem się dziwić. Nie sądziłem, że cokolwiek, co nie będzie mnie dotyczyć bezpośrednio tak mną wstrząśnie. Wiecie o czym mówię. No i w związku z tym chciałbym kilkoma swoimi refleksjami się z Wami podzielić. Abstrahując od jakichkolwiek martyrologicznych, skądinąd nie bezsensownych, teorii chciałbym się skupić na tym, jak w obliczu drugiej katyńskiej tragedii zachowuje się nasz naród.
Pewien człowiek, który przeżył Auschwitz stwierdził kiedyś, że są ludzie źli i dobrzy, ale dobrych jest więcej.
Jeszcze ostatnio uważałem, że te wszystkie żałoby narodowe, czarne wstążki przy logo każdej stacji telewizyjnej czy czarno – białe layouty stron internetowych to tylko jakieś instynktowne, sarmackie zrywy przeplecione marketingową koniecznością. To oczywiście też po części prawda. Jednak wychodząc z założenia, że w sytuacjach kryzysowych z człowieka wychodzi to co najbardziej autentyczne, jestem w stanie stwierdzić, że w gruncie rzeczy jesteśmy dobrzy. Nie jesteśmy bandą jakichś socjopatów, którzy mają gdzieś tragedie innych. To, że potrafimy się jednoczyć w trudnych chwilach tak bardzo rzuca się w oczy dlatego, że na codzień nosimy (nawet ja i inni dwudziestojednolatkowie) balast komunistycznej tresury. Nie czas na wspominanie stanu wojennego i innych ratujących nas od wolności przedsięwzięć, ale bez tego trudno zrozumieć ten dysonans. Oczywiście można manifestować swoje poczucie wyższości nad motłochem, który rzuca gdzieś kwiatki, bo inni też rzucają. Można też wprost pokazywać swoją radość, że zginęły konkretne osoby (tak, tacy ludzie też są!). Tylko po co? Nawet redakcja tygodnika „NIE!” napisała, że „po prostu jest jej przykro”. Chodzi, według mnie, o to, żeby niezależnie od tego, jakie się ma poglądy i na kogo się głosowało, nie mieć zamiast sumienia albo nawet zwykłego wyczucia taktu czegoś podobnego do mieszaniny cementu i tłuczonego szkła (jak to ładnie kiedyś określił Rafał Ziemkiewicz)
Jest jeszcze kwestia tego jak się czują, czy jak powinny się czuć osoby, które w wiadomy sposób wyrażały się o prezydencie czy innych osobach które leciały tym nieszczęsnym Tupolewem. Nie chcę nikogo osądzać. Sam pamiętam jak w liceum potrafiłem beztrosko rzucać sobie inwektywami w stronę ludzi, o których prawdę mówiąc nie wiedziałem nic. Poza tym, co sprytnie podsunął mi na ich temat TVN. Jest mi za to wstyd, ale usprawiedliwiam się tym, że miałem 16 czy 17 lat i krew częściej gdzie indziej niż w mózgu. Nie umiem sobie jednak wytłumaczyć jakim prawem istniało to idiotyczne przyzwolenie, żeby bimbrowniczo – filozoficzne hybrydy mogły publicznie odsądzać od czci i wiary profesorów na których de facto nic nie ma. W sensie haków. Mam na to własne teorie, ale to nie teraz.
No i mam w końcu 21 lat, więc prawienie morałów to nie moja działka. Ale myśleć mi wolno.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.